środa, 31 sierpnia 2016

Prolog

     Wszyscy patrzyli jak ciało Wybrańca upada z łoskotem na ziemię. Najwyraźniej „do trzech razy sztuka” zadziałało i w tym przypadku. W Dolinie Godryka się nie udało? Na cmentarzu też nie? Nigdy nie mów nigdy! Uwierz w siebie i spełniaj marzenia! Tylko co jeśli to marzenie wiązało się ze śmiercią Złotego Chłopca?
- Harry!- usłyszała jak przez mgłę (swoją drogą to bez sensu, bo mgła nie przeszkadza w słuchaniu tylko patrzeniu, ale ok. przyp.aut.)- zróbcie coś!
     Ktoś się nad nią pochylił i podniósł ją na nogi- co tu dużo mówić- niezbyt delikatnie.
- Znowu się spotykamy szlamo- cichy syk przy jej uchu upewnił ją w przekonaniu, że jest źle.
  No pewnie. Mój przyjaciel nie żyje, a my przegrywamy wojnę! Ześlijcie na mnie mojego odwiecznego wroga. Eh, Godryku za co?
- Mionka- przerażony krzyk rozległ się wśród wiwatów śmierciożerców.
- Hermi- powiedział ktoś inny.
- Hermiono- usłyszała cichy szept Harrego.
  Chwila Harrego? Jakiego Harrego?
  A ilu znasz?- zapytała jej podświadomość.
  O nie! Hermiono wariujesz. Słyszysz głosy zmarłych. I jeszcze gadasz do siebie. Nie jest dobrze.
- Hermiono obudź się.
  Co? Czy ktoś myśli, że była na tyle głupia, że zasnęłam podczas bitwy? Najmądrzejsza czarownica od czasów Roweny, pamiętacie?
- Hermiono musisz wstać.
Otworzyła ostrożnie oczy i zaraz je zamknęła.
  O kurcze, to Harry. Czy jestem w niebie?
Szarpnęła się.
- Leż spokojnie.
  Co to, to nie. Czy ja kiedykolwiek leżałam spokojnie? Co za głupie niebo.
Podniosła się i już chciała komuś nawtykać, że nie tego się spodziewała, ale spostrzegła, że znajduje się w pociągu.
- Zemdlałaś- powiedział za nią Harry, a ona odwróciła się tak gwałtownie, że prawie przywaliła głową w półkę.
- Powinnaś coś z tym zrobić- powiedział tym razem Ron- ciągle mdlejesz. A gdyby nas nie było przy tobie?
- Oh, dajcie spokój- użyła tonu, którego zwykle używała gdy- co tu dużo mówić- chciała, żeby ktoś jej dał spokój- to pewnie nerwy.
Przyjaciele nie byli zbytnio przekonani, ale o nic nie pytali, bo już przyjechali na stację.
  Nowy rok szkolny czas zacząć- pomyślała po czym chwyciła swój kufer i klatkę z niezadowolonym Krzywołapem, który syknął wybudzony ze snu.
- Nie sycz na mnie, bo przerobię cię na karmę dla psów- warknęła do rudej kupy futra, która w odpowiedzi tylko się zjeżyła.
  Takie prymitywne zwierzęta jak psy nie zasługują na wspaniałą karmę z Krzywołapka- myślał rozzłoszczony- już lepiej być jakimś kotletem dla ludzi. Przynajmniej aż tak cię nie rozwalą. No chyba, że ten głupi Weasley- kontynuował swój wewnętrzny monolog.

Hermiona nie zważając na rozdrażnienie kota wyszła z pociągu i pobiegła do przyjaciół, którzy czekali na nią przy powozie. 
***
     Witam Was, biedne duszyczki, które się tu przypałętały. Na początku napiszę, że wiem o tym, że historie w Hogwarcie są strasznie oklepane i praktycznie wyglądają tak samo, ale proszę nie skreślajcie tej historii od razu (możecie to zrobić później, jak już trochę przeczytacie). W moim pustym łebku jest bardzo dużo pomysłów na utrudnienie życia naszym kochanym Prefektom *szatański uśmieszek* i mogę Was zapewnić, że ani oni, ani Wy nie będziecie się nudzić (a przynajmniej mam taką nadzieję).  Oczywiście w komentarzach możecie pisać o moich błędach, (bo jestem pewna, że takie będą), swoich blogach i innych rzeczach. Co tam chcecie (znaczy bez przesady), bo każdy komentarz będzie dla mnie baaardzo ważny. 
Do kolejnych rozdziałów :*
Ja to Ja