poniedziałek, 31 października 2016

5. Człowiek – kaczka i inne anomalie pozaklęciowe

            Powoli zmierzała w stronę dormitorium. Miała nadzieję, że nie spotka swojego współlokatora. Nie była jeszcze na to gotowa.
Przejście w obrazie otworzyło się, ukazując salon i pewnego tajemniczego mężczyznę. Hermiona przyłożyła rękę do ust, nie wierząc w to, co widzi. Ile to już czasu?
– Nie wierzę – szepnęła, zwracając na siebie uwagę.
– Kogo to widzą moje wspaniałe oczęta? – zaśmiał się brunet i podniósł Hermionę, okręcając ją.
– O Merlinie, tak dawno cię nie widziałam – powiedziała, kiedy mężczyzna w końcu ją puścił. Odsunęła się od niego na kilka kroków, bacznie się przyglądając po czym potargała mu włosy – W końcu ci urosły.
– Tobie nareszcie urosły cycki – stwierdził rozbawiony, wyciągając rękę w stronę piersi dziewczyny. Ta widząc do czego zmierza uderzyła go w dłoń, śmiejąc się.
– Wiesz, że gdybyś nie był gejem, to prawdopodobnie składaliby by cię teraz w Mungu?
– A, czy ty wiesz, że mówiłaś mi to już tyle razy, że na pewno nie zapomnę? – uniósł brwi po czym zapytał – Nie zastanawiasz się, czemu tutaj jestem?
– I tak mi zaraz powiesz – wzruszyła ramionami, kierując się do kuchni – Co chcesz do jedzenia? Nie żebyś miał jakiś wybór. Mam płatki i starą pizzę.
– Wow, twoje podboje kulinarne powinny być legendarne – uśmiechnął się do niej – Ja tylko na chwilę. Pragnę przypomnieć szanownej pani, iż jest pani zaproszona do mego salonu już za tydzień.
– Kompletnie zapomniałam – spojrzała na niego, klepiąc się w czoło.
– Wiem, dlatego tu jestem. Te wszystkie książki namieszały ci w głowie. Nie sądzisz, że masz za dużo do zrobienia?
– Nie praw mi kazania. Wiesz, że nie zmienię zdania. Nigdy – zaakcentowała ostatnie słowo, dając mu do zrozumienia, co sądzi o jego pomysłach.
– Wiem – westchnął, kręcą głową nad uporem dziewczyny.
***

  – Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że jesteście takie… normalne – zaczęła Ginny, zwracając się do Ślizgonek, które szły za nią.
– Eee…dzięki…chyba – Dafne zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czy był to komplement.
– Merlinie, Daf, nie myśl tyle, bo ci mózg wybuchnie – zaśmiała się Pansy, widząc jak jej przyjaciółka główkuje nad słowami rudowłosej.
– U mnie przynajmniej coś może wybuchnąć – odcięła się – A u ciebie co? Nic.
– Czy to jest wasz największy problem? – zapytała Millicenta, z rozbawieniem przysłuchując się wymianie zdań Ślizgonek.
– Tak – odpowiedziały równocześnie i uśmiechnęły się, a zaraz potem powiedziały do siebie: – I tak jesteś głupia.
– Z kim ja się zadaję? – zapytała Mili po czym walnęła się otwartą dłonią w czoło.
***
Cztery dziewczyny weszły do salonu prefektów, uśmiechając się. Rozbawienie zniknęło z ich twarzy, kiedy tylko spostrzegły, ktoś siedzi na kanapie. A był to, nie kto inny, jak Malfoy.
– Gdzie Hermiona? – zapytała Ginny, nie siląc się na żadne uprzejmości.
Blondyn tylko zgromił ją wzrokiem, jakby obwiniając za to, że Ślizgonki nie trzymają jego strony.
– Malfoy, wyglądasz jak obrażone dziecko – stwierdziła Dafne, przekrzywiając głowę. Uśmiechnęła się promiennie, nie zauważając tego, że jego morderczy wzrok utkwiony jest teraz na niej – Kto ci zablał lizacka, dziecinko?
– To było bardzo śmieszne, Dafne. Jak długo się tego uczyłaś? – zapytał sarkastycznie na co panna Greengras przewróciła oczami. Była już przyzwyczajona do wrednych odpowiedzi Draco i nie robiły na niej żadnego wrażenia.
Co innego było z Millicentą, która zdenerwowana przeskoczyła do kanapy, na której siedział mężczyzna. Złapała go za przód koszuli, podnosząc do góry.
– Słuchaj, ty tępa pało. Wysil swój tleniony łeb i przypomnij sobie, do cholery, gdzie jest twoja współlokatorka, albo przerobię twoją buźkę tak, że rodzona matka cię nie pozna – zagroziła.
– Nie mam tlenionego łba – mruknął obrażony, nie zdając sobie sprawy, że dziewczyna z trudem powstrzymuję się przed wgnieceniem go w dywan.
– Debil – westchnęła Pansy, kiedy usłyszała jego odpowiedź – Jak mogliśmy się przyjaźnić?
– Sam tego nie wiem. Jesteś kurewsko brzydka – odparł, a zaraz potem jego twarz została wciśnięta w poduszkę – Dobra, dobra. Wasza przyjaciółeczka właśnie zdycha w łazience.
Rudowłosa otworzyła usta w niemym krzyku, a zaraz potem upadła bezwładnie na podłogę obok wysokich szpilek Dafne.
– Co tak stoisz? Biegnij! – wydarła się na nią Pansy, popychając w stronę schodów – Później się nią zajmiemy.
Zszokowana blondynka z trudem przeskoczyła bezwładne ciało Gryfonki i małymi kroczkami wbiegła po schodach. Razem ze swoją przyjaciółką wpadły na drzwi i szarpnęły za klamkę, która, ku ich zdziwieniu, od razu ustąpiła. Rozejrzały się po łazience, a ich wzrok spoczął na sylwetce dziewczyny, która na kolanach opierała się o ścianę.
– Całe szczęście – Pansy odetchnęła z ulgą, widząc, że Hermiona nie zrobiła niczego dramatycznego.
– Jakie, kurna szczęście? – wysapała z trudem, a po chwili zwróciła poprzedni posiłek.
– Granger, co ci jest? – zapytała, kiedy dziewczyna była w stanie odpowiedzieć bez wymiotów.
Gryfonka dopiero teraz zwróciła uwagą na to, kto znajduję się razem z nią w pomieszczeniu. Podniosła brwi w geście zdziwienia, niemo żądając wyjaśnień.
– Potem – machnęła ręką – Teraz musimy ogarnąć twoją przyjaciółkę, bo zaznajamia się z podłogą.
– Okej – pokiwała głową na znak, że rozumie, a przynajmniej się stara.
Kiedy trzy dziewczyny zeszły na dół otworzyły usta ze zdumienia. W Hogwarcie, jak to w każdym magicznym miejscu dzieją się różne dziwne rzeczy, ale nic nie pobije wrzeszczącego Malfoy'a, uciekającego przez ludzkim taranem, znanym też jako Millicenta. Jakby tego było mało, uciekinier miał różowe włosy i świński ogonek, a Ślizgonka długą falbaniastą sukienkę w kolorze czerwonym.
– Wracaj tu, mały gnomie – krzyknęła za nim, a kiedy ten przeskoczył przez fotel, kierując się ku wyjściu rzuciła na niego zaklęcie. Na nieszczęście Millicenta nie była za dobra w bieganiu i strzelaniu urokami w tym samym czasie, więc zdezorientowany różowowłosy zamiast z galaretowatymi nogami skończył z kaczym dziobem i płetwami.
Widownia składająca się z czterech pozostałych dziewczyn (z czego jedna ciągle była nieprzytomna) zaśmiała się, widząc przerażenie w oczach Draco. Rozbawienie zniknęło z ich twarzy, kiedy zły człowiek-kaczka rzucił w nie zaklęcie.
Dafne z piskiem złapała się za twarz, która stopniowo robiła się zielona. Kolor powoli przechodził na resztę ciała dziewczyny i już po chwili zrozpaczona wygrażała się Ślizgonowi.
– O Merlinie! – krzyknęła Pansy, kiedy jakieś bezpańskie zaklęcie świsnęło jej koło głowy. Zasłoniła się rękoma i pobiegła w stronę goniącej się pary by za chwilę oddać strzał, który odbił się od szyby i trafił w kanapę. Mebel szybko zabarwił się na zielono, a po chwili zaczęły się na nim pojawiać pojedyncze serduszka.
– Uspokójcie się – Hermiona próbowała przekrzyczeć mieszaninę kwaknięć, jęków, pisków i krzyków. Zaraz została jednak uciszona przez zaklęcie Malfoy’a. Przerażona myślą, co ten głupi pajac mógł wymyślić pomacała się po twarzy i głowie. Z częściową ulgą stwierdziła, że pojawiły jej się wąsy i kocie uszy. Mogło być gorzej.
W czasie, kiedy grupa uczniów bawiła się w zoo niczego nieświadoma rudowłosa podniosła się z podłogi. Zdezorientowana rozejrzała się po pokoju, a kiedy zobaczyła w jakim stanie są jej znajomi, po raz kolejny upadła.
Pansy, która jakimś dziwnym sposobem miała na sobie skrzydła wróżki skoczyła na Malfoy’a, próbując go zatrzymać. Oboje upadli na ziemię z głośnym hukiem.
Rozpędzona Millicenta nie zdążyła się zatrzymać i także skończyła na podłodze, ciągnąc za sobą Dafne, która natomiast chwyciła za rękę Hermionę.
Cała grupa leżała teraz na sobie w mniej lub bardziej wygodnych pozycjach zaraz obok nieprzytomnej Gryfonki. I kiedy wydawało się, że już gorzej być nie może, przejście w obrazie odsunęło się, ukazując najmniej odpowiednią osobę.
– Co wy wyprawiacie? – krzyknęła profesor McGonagall.
***
Witam Was bardzo serdecznie. Zaznaczam, że jest jeszcze październik, więc dotrzymałam terminu (jakby to kogoś obchodziło). Sprawa numero uno jest taka, że poszukuję bety. I jeśli ktoś mógłby się podjąć albo chociaż spróbować sprawdzać moje wypociny to proszę żeby do mnie napisał na: ktos.lub.cos.obojetnie@gmail.com (tak wiem, oryginalnie). I sprawa numero dos. Jak pewnie dobrze wiecie, a jeśli nie, to nie wiem, co tu jeszcze robicie, dzisiaj jest rocznica śmierci rodziców Harry'ego. Tak tylko przypominam. Nie wiem, kiedy pojawi się kolejny rozdział. Pewnie jakoś w listopadzie. 

niedziela, 9 października 2016

4. Usiąść albo nie usiąść- oto jest pytanie

Ginny spojrzała na Blaise’a i w tej samej chwili oboje pobiegli na górę. Pędzili na złamanie karku, byle tylko zdążyć zanim wydarzy się katastrofa.
Rudowłosa z głuchym łoskotem wpadła na drzwi i zaczęła szarpać klamkę. Wydawała przy tym dziwne dźwięki, ni to jęki, ni to szloch, który Zabini na pewno by wyśmiał gdyby nie to, że jej najlepsza przyjaciółka próbuje się zabić. A przynajmniej miał nadzieję, że jeszcze próbuje. Nie żeby życzył jej źle, ale lepsza Hermiona , która jest lekko oszołomiona i nieszczęśliwa, niż martwa.
— Hermiono! Hermiono, nie rób tego! — krzyczała panna Weasley, waląc piąstkami w drzwi. Łzy spływały po jej policzkach, mieszając się z tuszem i tworzyły ciemne plami pod jej oczami. Zdecydowanym ruchem odgarnęła kosmyki, które spadły jej na twarz i przykleiły się do skóry po czym po raz kolejny walnęła w drewno.
— A może po prostu otworzymy te drzwi zaklęciem? —zaproponował ciemnoskóry, który nie mógł już dłużej bezradnie patrzeć na cierpienie Gryfonki. Wyglądała jakby miała zaraz zemdleć albo wyskoczyć przez okno. Albo jedno i drugie, co chyba nie było do końca możliwe.
Wspomniana dziewczyna odwróciła się do niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Jej brew była podniesiona do góry, a oczy zmrużone. Wyciągnęła palec w jego stronę po czym powiedziała:
— Myślisz, że ona byłaby taka głupia? Jeśli nie będzie chciała otworzyć to my się tam nie dostaniemy — syknęła po czym znowu zajęła się uderzaniem o drzwi i nawoływaniem przyjaciółki.
Blaise westchnął cicho i złapał się za głowę. No tak. Czego mógł się spodziewać po najmądrzejszej dziewczynie od czasów Roweny? Że tak po prostu zapomni zamknąć drzwi? Przeklinając w myślach swojego przyjaciela, a także to, że zrobił coś tak głupiego i nieodpowiedzialnego jak uderzenie kobiety położył rękę na ramieniu Rudej, starając się ją uspokoić.
Kobieta odwróciła się do niego, patrząc wymownie na dłoń, którą ją dotykał, a potem prychnęła gniewnie.
Blaise, nic sobie nie robiąc z gniewnego wzroku Gryfonki przyciągnął ją do siebie, zamykając w szczelnym uścisku.
— Nie histeryzuj — szepnął jej do ucha po czym zwołał w stronę drzwi: — Hermiono, wiem, że mnie słyszysz! Malfoy to dupek i naprawdę nie wiem, czemu się jeszcze z nim zadaję. Ale znam go bardzo długo i wiem, że najbardziej go wkurzysz, kiedy się tym nie przejmiesz.
Oboje nasłuchiwali odpowiedzi, która jednak nie nadeszła. Ginny odwróciła się w ramionach Blaise’a i spojrzała na niego smutnymi oczami.
— Hermiono, oni by tego nie chcieli.
Nieznośną ciszę przerwał dźwięk otwieranych drzwi, a po chwili stanęła w nich panna Granger. Miała opuchnięte oczy i czerwone plamy na policzkach.
Rzuciła się rudowłosą i przytuliła ją, szlochając. Zarzuciła jej ręce na szyję, co pozwoliło dostrzec Zabini’emu zakrwawione nadgarstki, które teraz brudziły białą bluzkę przyjaciółki.
— A to co? — zapytał, delikatnie ujmując jej rękę.
Ciemnowłosa tylko spojrzała się na niego smutnymi oczami, w których zalśniły łzy. Nie pozwoliła im jednak wypłynąć, stwierdzając, że już dość się na dzisiaj wypłakała.
— Ja już nie daję rady — wyszeptała, tłumacząc swoje zachowanie.
Dopiero teraz Ruda zwróciła uwagę na rany, które miała dziewczyna. Popatrzyła na nią z zaskoczeniem, a potem jeszcze mocniej przytuliła i zaprowadziła do łazienki by opatrzeć obrażenia.
— Zabini, bądź tak miły i nakop Malfoy’owi za mnie, bo jak ja go dostanę w swoje ręce to będzie się modlił o to, żebym tylko mu coś złamała — warknęła, wcierając w nadgarstki Hermiony jakąś podejrzanie wyglądającą, zieloną maź.  
***
— Jak ona się czuje? — Pansy Parkinson podbiegła do zdumionej Ginny.
— Eee..kto? — zapytała zaskoczona, z uwagą przypatrując się Ślizgonce.
— Jak to, kto? Hermiona! — Dafne Greengras zjawiła się zupełnie niespodziewanie.
— Już…lepiej — odpowiedziała, ostrożnie dobierając słowa.
— Nie ma potrzeby żebym na nim usiadła? — wtrąciła się Millicenta, która samym wyglądem mogła przestraszyć grupę uczniów.
— Ale na kogo? — rudowłosa była zdezorientowana. Patrzyła na trzy dziewczyny, żądając wyjaśnień.
— No, to chyba logiczne, że na Malfoy’a — odparła jakby to była najprostsza rzecz na świecie- Wiesz jak na nim usiądę, to tak szybko nie wstanie.
To akurat mogło być prawdą. Millicenta wyglądała na osobę, która mogłaby walczyć ze słoniem, nosorożcem i gepardem. I to jednocześnie.
Nagle zza zakrętu wyszedł obiekt ich rozmowy. Zadowolony uśmiech zniknął z jego twarzy, kiedy zobaczył Ślizgonki rozmawiające z Weasley’ówną. Mało tego, wszystkie wyglądały jakby chciały go co najmniej zabić.
— Weźcie przestańcie gadać z tą zdrajczynią — warknął, podchodząc bliżej.
Na te słowa Pansy z sykiem wciągnęła powietrze. Zrobiła kilka kroków i hardo spojrzała mu w twarz.
— Bo co? Bo mnie uderzysz?
W tym momencie blondyn zrozumiał wszystko. A przynajmniej to, co chciał rozumieć. Z zaskoczeniem popatrzył na dziewczyny stojące przed nim i znudzonym głosem zapytał:
— Serio? Wy też? Przecież to tylko szlama, która…
TRZASK!
— Ty chamie! — Dafne wydarła się na niego, rozcierając dłoń. Zachwiała się na wysokich szpilkach we wściekle różowym kolorze, ale zaraz odzyskała równowagę — Jak możesz? Ty, ty…
— Nie przemęczaj się ślicznotko, bo ci tipsy odpadną — powiedział Draco po czym zaśmiał się z własnego żartu.
— Jak się zaraz nie ogarniesz to wbiję ci te tipsy w twoją paskudną gębę!
— Mhm…już to widzę — uśmiechnął się ironicznie po czym wyminął je bez słowa.
­— Mili, nie! — wrzasnęła Pansy kiedy dziewczyna wzięła rozbieg i rzuciła się na mężczyznę. Upadli na podłogę z głośnym hukiem i jęknęli równocześnie.
— Ała, Malfoy. Czemu jesteś taki kościsty? — zapytała, ciągle na nim leżąc.
— A czemu ty jesteś taka tłusta? — warknął, ledwo biorąc oddech — Zginę przygnieciony przez wieloryba.
— Dobra, Mili, daj sobie z nim spokój. Potem sobie pocierpi — Dafne podała rękę dziewczynie po czym pomogła jej wstać.
Wszystkie spojrzały się na Gryfonkę, która teraz stała na środku z otwartą buzią.  
— Tak to się właśnie u nas załatwia — odparła Pansy.
***
— Wzywała mnie pani, pani dyrektor? — panna Granger niepewnie weszła do gabinetu, rozglądając się na boki. Nie miała pojęcia, czemu się tu znalazła. Nie zrobiła przecież nic złego, bo cały dzień przesiedziała w swojej sypialni, płacząc.
— Tak, usiądź proszę — wskazała na fotel, a kiedy Gryfonka zajęła miejsce powiedziała: — Jak dobrze wiesz, w tym roku w naszej szkole jest więcej osób mugolskiego pochodzenia niż w ostatnich latach. W związku z tym postanowiliśmy z innymi nauczycielami, że pomożemy tym uczniom się odnaleźć za pomocą tego.
Hermiona popatrzyła na wskazany przedmiot i otworzyła oczy ze zdumienia. Stał tam…telefon. Prawdziwy telefon. Miał słuchawkę, przyciski, a także poskręcany kabel.
— Widzisz, jest tylko jeden problem. Nie mam pojęcia jak się go używa — rozłożyła ręce, a potem nachyliła się nad słuchawką: ­— Halo? Czy ktoś mnie słyszy?
Gryfonka z trudem powstrzymywała śmiech. Profesor McGonagall rozmawiająca z mugolskim przedmiotem to był niecodzienny widok. Postanowiła jednak pomóc nauczycielce i wszystko jej wytłumaczyła.
***
Powoli zmierzała w stronę dormitorium. Miała nadzieję, że nie spotka swojego współlokatora. Nie była jeszcze na to gotowa.

Przejście w obrazie otworzyło się, ukazując salon i pewnego tajemniczego mężczyznę. Hermiona przyłożyła rękę do ust, nie wierząc w to, co widzi. Ile to już czasu? 
***
  Witam Was w tym okropnym dniu (a przynajmniej dla mnie). Wiem, że rozdział jest krótki i szczerze mówiąc (a raczej pisząc) inaczej go sobie wyobrażałam. No, ale, co zrobisz? No, nic nie zrobisz! Nie chcę się za bardzo rozpisywać, bo czeka mnie nocny maraton z moją "ukochaną" matematyką. Chcę Was tylko prosić żebyście komentowali. To naprawdę dodaje weny, a ja widzę ile jest wyświetleń (no chyba, że czyta to jedna osoba, która ciągle wchodzi i wychodzi). Kolejny rozdział pojawi się jeszcze jakoś w październiku. 
Pozdrawiam