niedziela, 25 września 2016

3. Wyjazd do rodziców?

             Wyszła na taras, wdychając świeże powietrze. Na szczęście była sobota, więc nie musiała się martwić o to, czy się nie spóźni. Usiadła na wiklinowym fotelu, szczelnie opatulając się szlafrokiem.
— Czy ty nawet tutaj musisz zatruwać mój cenny tlen swoją szlamowatą osobą? — uśmiechnął się ironicznie Malfoy, zapalając papierosa.
               Hermiona z irytacją spojrzała na używkę w rękach Ślizgona.
Serio? I kto tu niby zatruwa „cenny tlen”?
— Mam nadzieję, że zdechniesz od tego— warknęła.
               Blondyn z satysfakcją w oczach po raz kolejny zaciągnął się i po chwili wypuścił dym w stronę zamyślonej współlokatorki. Ta nawet się nie skrzywiła co utwierdziło go w przekonaniu, że jej wściekłe spojrzenia są w pewnym stopniu rutyną, a nie tym, że coś jej przeszkadza. Dla pewności dmuchnął w nią jeszcze raz, a kiedy nie zauważył żadnej reakcji postanowił spróbować czegoś innego.
               Z iście szatańskim uśmieszkiem zbliżył się do niej, czego na swoje nieszczęście zamyślona dziewczyna nie zauważyła. Pochylił się tak, że jego usta prawie dotknęły ucha Gryfonki.
— Buu —krzyknął.
               Przestraszona Hermiona zleciała z piskiem z fotela, tłukąc sobie pośladki. Odwróciła się do śmiejącego się blondyna, który nic sobie nie robił z jej wściekłego wzroku.
— Szlachetni i odważni Gryfoni — zironizował, a widząc jej rozdrażnienie dodał— Gdybyś była bogata to zapytałbym, za ile przekupiłaś tiarę, ale nie sądzę, żeby było cię na to stać.
— Nic o mnie nie wiesz — warknęła, z gracją podnosząc się z podłogi— Jesteś nadętym i rozpuszczonym bachorem, który widzi tylko czubek swojego nosa.
— Nie pozwalaj sobie — zmrużył oczy.
— Bo co mi zrobisz? — zapytała i podeszła do drzwi, prowadzących do salonu.
— Uważaj, bo może stać ci się krzywda — zagroził jej po czym pchnął na ścianę i położył ręce przy głowie, zamykając w szczelnym uścisku.
 — Czy ty mi grozisz?
— Oh, Granger — zaśmiał się zimno — Zabiłem nie raz i nie dwa. Nie myśl sobie, że oszczędzę jakąś irytującą kujonicę, która wszędzie się wpieprza.
— W takim razie mamy problem. Ja też zabiłam nie raz i nie dwa. I nie mam zamiaru dać się zamordować przez jakiegoś debila, który myśli, że wszystko mu wolno — powiedziała, wpatrując się w jego lodowate oczy, w  których pojawił się szok— Zaskoczony? Wojna nie oszczędza nikogo.
— Nie wyobrażam sobie, że możesz kogoś pokiereszkować mocniej, niż żeby dostał krwotoku z nosa — oznajmił.
— Twoi starzy przyjaciele myśleli tak samo. Teraz wąchają kwiatki od spodu — uśmiechnęła się ironicznie, hardo wpatrując się w blondyna.
— Nie wiesz, o czym mówisz.
— Oh, czyżby? — podniosła brwi i bezskutecznie próbowała go odepchnąć — A teraz z łaski swojej odsuń się ode mnie.  
— Nie odpowiada ci moje towarzystwo? — zaśmiał się cicho, sprawiając, że po plecach Gryfonki przeszedł dreszcz.
 — Nie odpowiada mi wiele rzeczy- zaczęła— do ciebie czuję o wiele więcej.
— Czuję się zaszczycony.
               — Świetnie. Teraz się przesuń— rozkazała.
               Na jej słowa arystokrata przybliżył się jeszcze bardziej. Ciemnowłosa wstrzymała oddech, kiedy jej piersi dotknęły jego klatki. Szarpnęła się, co nie przyniosło żadnego skutku.
               — Mmm… Granger. Nie wiedziałem, że lubisz rozkazywać— mruknął do niej.
               — Będziesz musiał się odszlamić — sięgnęła po ostatnią deskę ratunku, licząc na to, że w Malfoy’u odezwą się, wpajane przez całe życie zasady.
— W tym momencie twoja przerażona mina rekompensuje mi wszystko.
  Ja? Przerażona? Przerażony to będziesz ty, jak się zaraz wkurzę.
— I co odważna Gryfonko? — zadrwił.
Tego już nie wytrzymała. Zebrała w sobie całą odwagę (oczywiście, że ją miała) i z całej siły kopnęła go w krocze. Zaskoczony chłopak zgiął się z bólu, patrząc z nienawiścią na zadowoloną brunetkę.
— Wiesz, że przez to mogę nie mieć dzieci — zapytał, nie patrząc na nią.
— W takim razie — oznajmiła chłodno — wyświadczyłam światu przysługę.
***
— Co zrobiłaś? rudowłosa opluła się sokiem, kiedy usłyszała, do czego zdolna jest jej przyjaciółka.
— Myślisz, że mam mocno przerąbane? — spytała, myśląc o tym, że to nie był najlepszy pomysł, żeby atakować pewnego irytującego Ślizgona.
— Przerąbane to mało powiedziane — Ginny wytarła rozlany napój i spojrzała z naganą na brązowooką.
— To, co ja mam zrobić?
Na twoim miejscu, to bym się gdzieś schowała — powiedziała z powagą.
— Nie będę się przed nim chować! — w Hermionie znowu odezwało się „gryfońskie ja”.
Młodsza z dziewczyn tylko wzruszyła ramionami, wiedząc, że kłótnia nie przyniesie upragnionego efektu. Jej przyjaciółka była za bardzo uparta.
— Mogę u ciebie przenocować? — zapytała z nadzieją w głosie.
— Jasne — Weasley od razu się zgodziła.
***
               — Czekaj tylko się ogarnę — oznajmiła panna Granger, wchodząc do łazienki. Cały weekend spędziła u Ginny i nie miała szansy zabrać kosmetyków.
— Okej. Wezmę twoje książki — zaproponowała Weasley’ówna i poszła do sypialni.
               Hermiona  nałożyła trochę podkładu na nadgarstek i nabrała na palce. Już miała go rozsmarować na twarzy, kiedy dłoń ją zapiekła. Spojrzała w dół i zobaczyła bąble szpecące jej rękę. Krzyknęła, wsadzając ją pod wodę i bezskutecznie próbując zmyć brązową maź. W jej oczach pojawiły się łzy, kiedy uświadomiła sobie, że to tylko potęguje ból.
Co się stało? Przecież to nie możliwe, że… Malfoy. Zabiję gnoja!
               — Aaaaa — krzyknęła, zwracając tym samym uwagę przyjaciółki, która zaniepokojona hałasem stanęła w drzwiach.
               Ginny w jednej chwili znalazła się przy poszkodowanej, opatrując oparzenia. O nic nie pytała, wiedząc, kto jest za to odpowiedzialny. Przywołała zaklęciem własne kosmetyki i zabrała się za robienie makijażu zrozpaczonej dziewczynie.
Nie daj mu się. Pokaż, że jesteś ponad to.
— O Godryku! Co by było gdybym nałożyła to na twarz? — w oczach brunetki pojawiły się łzy.
 — Spokojnie — pocieszyła przyjaciółkę — Nie płacz. Nie jest tego warty. 
***
Dwie uczennice weszły do klasy w lochach i, ku niezadowoleniu jednej z nich, zajęły pierwszą ławkę. Hermiona z radością wyciągnęła podręcznik i kociołek, licząc na to, że nawet znienawidzony nauczyciel nie popsuje jej bardziej humoru.
— Jak tam buźka, Granger? — głos współlokatora wyrwał ją z zamyślenia.
Wspomniana dziewczyna odwróciła się z chęcią mordu wypisaną na twarzy. Otworzyła usta, nie wierząc w bezczelność jej szkolnego wroga.
— Jak mogłeś? Ty…
— Panno Granger, czy jest pani pewna, że chce dokończyć? — cichy syk przerwał jej wywód.
— Eeee… nie panie profesorze.
Też tak uważam — Snape powoli pokiwał głową, myśląc nad czymś intensywnie — Na dzisiejszych zajęciach zostaniecie podzieleni na pary. Będziecie robić szkiele-wzro. Najlepsze eliksiry trafią do skrzydła szpitalnego. Czy ktoś może mi powiedzieć, jakie indregiencje będą potrzebne?
               Wszyscy spojrzeli na Hermionę, czekając na jej odpowiedź. Ta jednak, ku ich zdziwieniu, nie podniosła ręki. Mało tego, nie wyglądała jakby miała zamiar to zrobić.
               — Czyżby wszechwiedząca panna Granger czegoś nie wiedziała? — na twarzy Severusa pojawił się ironiczny uśmiech, łudząco podobny do śmirku jego chrześniaka.
               — Ależ oczywiście, że wiem — powiedziała z rozbrajającą szczerością — Ale po co mam się wysilać? I tak nie dostanę punktów. Niech cudowni Ślizgoni się wykażą.
               — Panno Granger! — warknął profesor, patrząc na nią z zaskoczeniem. Czegoś takiego się nie spodziewał.
               — Tak? — uśmiechnęła się sztucznie.
Mi…
— O, chwila! Mogę ja? — podniosła rękę, uciszając czarnowłosego i powiedziała, naśladując głos nauczyciela: Minus dziesięć punktów dla Gryffindoru.
— Tak właściwie, to chciałem dać tylko pięć — zmrużył oczy.
— Nie szkodzi — machnęła ręką — I tak jeszcze dostaniemy.
Chyba mam już pierwszą parę — popatrzył na Draco.
Nie! Nawet ty nie jesteś tak wredny.
— Panna Granger i pan Malfoy.
Zapomnij. Jednak jesteś.
Z wyraźną niechęcią popatrzyła na współlokatora, który też nie wyglądał na zadowolonego.
To będzie ciekawe — pomyślała.
***
— Jak tam na eliksirach? — zapytała z uśmiechem Ginny, wychodząc z klasy.
Hermiona spojrzała na nią wzrokiem, który mówił, że jeśli szybko się nie zamknie, to pożałuje. Skrzywiła się przypominając sobie niemiły epizod z poprzedniej lekcji. Malfoy aby „umilić” jej pracę postanowił wrzucić do jej kociołka kilka pijawek. W efekcie cała zawartość wybuchła, brudząc wszystko w zasięgu kilku metrów. Na szczęście Draco też się oberwało.
­­— Gotowa na spotkanie z naszą „ulubioną” nauczycielką? — rudowłosej zniknął dobry humor.
— Mhm…zawsze — zapewniła przyjaciółkę.
***
— Witam was na kolejnej lekcji — rozpoczęła profesor Alejandra, przybierając na twarz pogodny uśmiech, który zniknął kiedy spojrzała na pannę Granger — Na dzisiejszej lekcji omówimy patronusy.
Hermiona z trudem powstrzymała prychnięcie, kiedy nauczycielka wypowiedziała zaklęcie i z jej różdżki wydobyła się srebrna mgła, która uformowała się w papugę. Posłała uczennicy długie spojrzenie, w którym niemo rzuciła jej wyzwanie.
— Będziecie po kolei rzucali zaklęcia, więc ustawcie się w kolejce — oznajmiła zadowolona.
Byli członkowie Gwardii Dumbledore’a znakomicie poradzili sobie z tym zadaniem, jednak nie otrzymali ani jednego punktu. Za to, kiedy komuś ze Slytherinu cudem udało się wykonać zadanie, kobieta wyglądała jakby oznajmiono, że święta odbędą się trzy miesiące wcześniej.
— Nie tak, panno Granger — poprawiła Gryfonkę, która miała zdumiony wyraz twarzy.
— S…słucham? — wydukała, podnosząc brwi.
Źle wykonałaś ruch nadgarstkiem — oznajmiła ze stoickim spokojem.
— Nie sądzę — popatrzyła na nią, mrużąc oczy.
— A, co to miało znaczyć? — zszokowana nauczycielka, wpatrywała się w uczennicę, która zachowywała się jakby rozmawiała z koleżanką, a nie profesorem — Powinnaś okazywać szacunek starszym.
— Szacunek powinno się okazywać się tym, którzy na niego zasłużyli, a nie starszym­ — wytłumaczyła spokojnie Gryfonka.
— Oczywiście ty jesteś specjalistką od dobrego wychowania — zadrwiła, przypominając Malfoy’a. Odrzuciła swoje kręcone włosy, odsłaniając szyję — Może nam powiesz, czym TY sobie na niego zasłużyłaś?
— Oh, no nie wiem — zrobiła zamyśloną minę — Uciekałam przed trójgłowym psem, rozwiązywałam śmiertelnie niebezpieczne zagadki, chroniące kamienia filozoficznego, przeżyłam spotkanie z bazyliszkiem, cofałam się w czasie, pomogłam uciec poszukiwanemu zbiegowi i hipogryfowi skazanemu na śmierć, byłam partnerką na balu jednego z najprzystojniejszych mężczyzn na świecie, pomogłam założyć nielegalną organizację w szkole, walczyłam z Śmierciożercami w Departamencie Tajemnic, prawie zostałam porwana przez wściekłe centaury, byłam przytulona przez olbrzyma, latałam na testralu, szukałam i niszczyłam horkrusy, udawałam Bellatrix, a potem zostałam schwytana przez szmalcowników i przez nią torturowana, uciekałam na smoku i walczyłam podczas wojny, będąc jedną z najbardziej poszukiwanych osób. Czy to wystarczająco dużo?
— Jesteś bezczelna — syknęła nauczycielka, kiedy odzyskała zdolność normalnego mówienia.
Dość tego! Wychodzę! — Hermiona odwróciła się na pięcie zdenerwowana.
Przeszła kilka kroków i stanęła jak wryta, kiedy koło jej głowy przemknął czerwony promień. Odwróciła się z furią wypisaną na twarzy i strzeliła zaklęciem petryfikującym w młodą nauczycielkę.
— Granger, przecież to…— zaczął blondyn, ale nie dokończył, ponieważ został odesłany pod ścianę.
— Zamknij się, Malfoy — syknęła przez zęby i zwróciła się do nieruchomej kobiety — Kto, jak kto, ale ktoś, kto uczy Obrony Przed Czarną Magią powinien wiedzieć, że nie należy rzucać zaklęciami w plecy. 
 Zbliżyła się do niej i z sykiem wciągnęła powietrze. Przechyliła głowę i podrapała się po brodzie, intensywnie nad czymś myśląc.
— Co ja mogę z PANIĄ teraz zrobić? — zapytała, doskonale wiedząc, że nie uzyska żadnej odpowiedzi. Przejechała paznokciem po jej policzku, zostawiając różowy ślad — Tak właściwie, to mogę wszystko. Komu uwierzą? Bohaterce magicznego świata czy jakiejś zwykłej nauczycielce?
— Granger, ogarnij się — odezwał się Malfoy i podniósł się z podłogi.
Hermiona popatrzyła na niego z irytacją i po raz kolejny rzuciła zaklęcie. Z sadystycznym uśmieszkiem patrzyła, jak ciało chłopaka uderza o ścianę.
Reszta uczniów z przerażeniem wpatrywała się w scenę, rozgrywającą się przed nimi. Nie mogli uwierzyć, że poukładana panna Granger, która ma fioła na punkcie przestrzegania zasad rozstawia wszystkich po kątach.  I to dosłownie.  Wstrzymali oddech, kiedy odwróciła się do nich i ukazała całkowicie czarne oczy, w których i tak można było dostrzec czyste szaleństwo.  
Sprawczyni zainteresowania roześmiała się piskliwym głosem, upodabniając się jeszcze bardziej do… Bellatrix. Odrzuciła swoje ciemne włosy, które, mimo, że proste, przypominały wieczny bałagan na głowie Śmierciożerczyni.
— Eh, nie ważne — machnęła ręką i udała w stronę drzwi, nie zostając przez nikogo zatrzymana. Odwróciła się z ręką na klamce i w tym samym momencie, wszystkie przybory, które leżały na ławkach wzbiły się w górę, a potem upadły z głuchym łoskotem na podłogę. Wskazując na porozrzucane rzeczy powiedziała: — To akurat nie byłam ja. Życzę miłej lekcji.
W momencie, w którym zniknęła za drzwiami profesor odzyskała władzę na swoim ciałem. Trzęsącym się od emocji głosem, cicho powiedziała tylko: — Kkk..koniec lekcji na dziś.
***
— Co to niby miało znaczyć, Granger? — wściekły Malfoy wparował do dormitorium, a za nim wszedł Blaise.
— Nie wiem, o co ci chodzi — odpowiedziała ze słodkim uśmieszkiem, który nijak miał się do niewinności.
— To odśwież swoją pamięć — warknął zdenerwowany, podchodząc do niej tak, że prawie się dotykali — Jak taka szlama, jak ty, może rozstawiać wszystkich po kątach?
— Nie podobała ci się wycieczka na drugi koniec sali?
— Nie denerwuj mnie — zmrużył oczy i pochylił do niej — Myślisz, że po takim teatrzyku ludzie zaczną cię szanować? Że pokażesz, że jesteś warta więcej niż złamany knut? Nie, Granger. Bo byłaś, jesteś i zawsze będziesz szlamą, która jest warta mniej niż domowy skrzat. Możesz czyścić buty takim, jak ja.
Jesteś najbardziej egoistycznym dupkiem jakiego spotkałam w całym moim życiu. Nic nie wartą szumowiną, której wszystko załatwił ojciec. Ale jest mały problem, Malfoy. On ci teraz nie pomoże. Siedzi sobie w Azkabanie i wyrywa włosy z głowy, zastanawiając się, dlaczego jego ukochany syneczek nie skończył tak jak on.  Może ja jestem szlamą, ale ty jesteś Śmierciorzercą. Tacy jak ty nigdy się nie zmieniają. Jesteś…
TRZASK!
Otworzyła szeroko oczy, kładąc dłoń na policzku. Zrobił to. Naprawdę to zrobił. Zniżył się do poziomu by ją uderzyć. Potraktował ją jak największe ścierwo, jak nic nie wartą rzecz.
— Spieprzaj ze świata, który nigdy nie był dla ciebie. Zmiataj do swoich szlamowatych rodziców i nigdy nie pokazuj mi się na oczy — wycedził przez zęby.
— Nie martw się. Już niedługo się z nimi zobaczę — szepnęła, z trudem powstrzymując łzy bólu i upokorzenia. Wbiegła po schodach i trzasnęła drzwiami.
W tym samym momencie wejście osłoniło się, ukazując zdyszaną Ginny. Podbiegła do zdezorientowanego Zabiniego i chwyciła za poły marynarki, potrząsając nim.
— Gdzie ona, do jasnej cholery, jest?
— Uspokój się! — wrzasnął na nią — Biegnij do niej na górę, bo chyba wyjeżdża.
— Jak to WYJEŻDŻA? — zaakcentowała ostatnie słowo.
— No… pewna…eee…sytuacja — plątał się mulat — zmusiła ją do pojęcia takiej decyzji. Powiedziała, że wyjeżdża do rodziców i …
Nie dokończył, ponieważ pod rudowłosą ugięły się nogi i upadła na niego. Głośno oddychała, przetwarzając informację, którą podał jej Ślizgon.
— Eee…Ginny? — zwrócił się do niej po imieniu, martwiąc o jej stan zdrowia — O co chodzi?
— Jej rodzice nie żyją — szepnęła przerażona.
To znaczy, że ona chce się…— ostatnie słowo nie przeszło mu przez gardło.

— Tak — zrozpaczona Weasley potwierdziła jego obawy.

***

  Witam, witam! W tym rozdziale troszeczkę namieszałam, ale mam nadzieję, że jesteście zadowolone. Z przykrością muszę Wam oznajmić, że kolejny rozdział pojawi się dopiero po 03.10. Dlaczego? Ponieważ muszę się przygotować do ważnego konkursu i potrzebuję duuuużo czasu. Pozdrawiam


4 komentarze:

  1. Jak Malfoy mógł uderzyć Hermionę? Rozumiem, że się nienawidzą, ale żeby doszło do rękoczynów? Bardzo podobała mi się scena na OPCM. Ta nauczycielka to zwykła...teraz klnę... Mam nadzieję, że straci pracę. Biedna Hermiona mam nadzieję, że nic się jej nie stanie. Bardzo mi się podoba twój styl pisma. Czekam na kokejny rozdział i życzę dużo weny.
    PS. Przepraszam za błędy i literówki, ale piszę z telefonu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ci się podoba. Scena na OPCM była wstępem do dłuższej historii, w której nasza "ulubiona" nauczycielka odegra znaczącą rolę. Nic więcej nie mogę zdradzić.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Gdy skończyłam czytać rozdział odkryłam, że podczas czytania wstrzymałam oddech xd tyle emocji....Mimo, że uwielbiam Malfoy'a to tu nie mogę mu "wybaczyć", że uderzył Hermione! Swoją drogą, czy ona chce popełnić samobójstwo? o.o oh no!
    Cały rozdział bardzo mi się podobał, jeżeli chodzi o błędy to tylko jeden mi się rzucił oczy. Chodzi o słowo "Śmierciorzerczyni" akurat tu powinno być "ż" ;)
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział, powodzenia podczas konkursu!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, Malfoy dostanie za swoje. Co do Hermiony, to tak, właśnie o to mi chodziło. Błąd zaraz poprawię. Baaaardzo dziękuję za komentarz.
      Pozdrawiam

      Usuń